Wszystko się zmienia. Ludzie, miejsce zamieszkania, hobby, szkoły, uczucia...
Własnie, uczucia. Czy one faktycznie się zmieniają?
W końcu, ci, którzy skończyli podstawówkę i idą do gimnazjum natrafiają na nowych znajomych. A co ze starymi? Tymi całymi "BFF"? Tymi, z którymi się szło na lody do najbliższej kawiarni? Albo na zakupy do centrum handlowego? No tak, nagle może ktoś się komuś znudzi, albo, tajemniczy "ktoś" znajdzie sobie lepszego, ciekawszego, ładniejszego przyjaciela. Ale czy tak musi być?
Niekoniecznie.
Takaki Tono to typowy czwartoklasista. Często się przeprowadza i od trzeciej klasy chodzi do szkoły w Tokio. Tak się złożyło, że do jego klasy dołączyła Akari Shinohara, ładna i całkiem inteligentna dziewczyna. Takaki i Akari poznają się w szkolnej bibliotece i szybko się zaprzyjaźniają. W końcu Takaki pokazuje jej wiśnię, której płatki spadają 5 cm na sekundę.
Oglądają wiśnie, znajdują małe kotki, rysują robaki, czytają takie same książki, odwiadzają świątynie, a według niektórych uczniów, Akari i Takaki wzięli razem ślub (co, swoją drogą, zaciekawiło mnie jak i kiedy ten ślub wzięli). Razem robili prawie wszystko. Ale, Akari się przenosi do Iwafune, więc nie będą się już razem spotykać. A mimo tego piszą ze sobą listy, raz nawet Takaki pojechał do Akari, by się z nią spotkać. Ale, niestety, w życiu (w mandze i anime) tajemnicze "ktosie" i "cosie" muszą się odezwać. Można do tego zaliczyć chociażby upływ czasu.
Pierwsze, co przeszło mi przez głowę po przeczytaniu tej mangi, to "Nie tego się spodziewałam". Od razu czuję się w obowiązku jednak rozwiać Wasze wątpliwości, ponieważ nie zaliczam tego na minus. Historia była bardzo stonowana, poprowadzona spokojni i zmuszająca do myślenia, co w mangach lubię.
W "5 cm na sekundę" tomik jest masywny za sprawą grubego papieru, który zdecydowanie dodaje mandze objętości i, co ważne, nie prześwituje ani troszkę. Ale to nie tylko dzięki papierowi manga jest taka gruba, w końcu liczy sobie ona ponad 230 stron! Na przedniej stronie obwoluty znajduje się Akari, uśmiechnięta i łapiąca w rękę płatki wiśni opadające na ziemię z prędkością 5 cm na sekundę. Na tylnej części przedstawiona jest bohaterka, którą poznajemy później, uwieczniona na zdjęciu z deską surfingową i zwąca się Kanae Sumida. Obwoluta dopieszczona jest lakierem wybranym, co wygląda bardzo dobrze, więc szkoda zdejmować ją z tomiku, ale już kiedy to zrobimy, naszym oczom ukaże się szara okładka. Rzeczą, która mi się na niej spodobała są nogi - tak, na okłądce są nogi! Na przedniej stronie odziane w urocze buty i skarpetki, w otoczeniu płatków wiśni, na tylnej zaś bose, kroczące brzegiem plaży. Mimo, że okładka jest bardzo prosta, wygląda przyjemnie, bo nawiązuje do treści mangi, ale tę zagadkę do rozwikłania zostawiam już Wam.
W środku wydawnictwo również spisało się bardzo dobrze - onomatopeje zostały wyczyszczone (chociaż wiele ich nie było, a kiedy już się pojawiały, również nie mogły być zbyt natarczywe) i w tłumaczeniu nic mi nie zgrzytało. Zastosowane czcionki były czytelne i pasowały do siebie, przez co mangę bardzo szybko i miło mi się czytało.
Kreska pasowała do całej historii, bo jak ona była spokojna, dopracowana i urocza. Przez kilkanaście pierwszych stron się do niej przyzwyczajałam, później jednak byłam z niej zadowolona. Tła są bardzo szczegółowo narysowane, manga nie cierpi więc na "puste" kadry. Nie podobają mi się jednak kolorowe strony w wykonaniu autorki ilustracji, ponieważ według mnie dużo lepiej radzi sobie z czernią i bielą. Zakochałam się za to w sposobie rysowania oczu.
Jeśli chodzi o ważne charaktery w mandze, to mamy takie trzy. Akari Shinohara to uwielbiająca śpiewać i czytać dziewczyna. Pierwszego dnia w nowej szkole zaprzyjaźnia się z Takakim Toną, który śpiewać nie potrafi w ogóle, za to również odnajduje się w książkowym świecie i interesuje astronomią. W późniejszej części mangi poznajemy także Kanae Sumidę, która uparcie próbuje opanować sztukę surfowania, jest wiecznie niezdecydowana i serce bije jej mocniej na widok Tono...
Kiedy próbuję wykrzesać opis postaci, nachodzi mnie, że tak naprawdę czytelnik mało o nich wie, skupia się za to, na uczuciach, które towarzyszą rozstaniu się dwóch kochających się osób ( trochę dużo tego "się").
Osoby, które wcześniej znały historię "5 cm na sekundę" z filmu, na pewno bardzo ucieszyły się z wydania mangi w Polsce; jest to dojrzalszy tytuł z obecnie wydawanych romansów i na pewno zadowoli starszego i bardziej wymagającego czytelnika. W dodatku jego długość aż zachęca do zakupu, bo mimo tego, że manga ma tylko dwa tomy i jest już zakończona, po lekturze pierwszego tomu nie widać tam żadnych niedopowiedzeń.
Podsumowując, mangę "5 cm na sekundę" polecam każdemu dojrzalszemu czytelnikowi, który ma ochotę zaznajomić się z tego typu pozycją, ponieważ aby dobrze przyjąć ten tytuł, trzeba przede wszystkim mieć ochotę go przeczytać. Czytany na siłę może nas tylko zniechęcić, a naprawdę szkoda, aby ta melancholijna i niebanalna historia ze zmuszania się do lektury nam się nie spodobała.
No więc nie mogę zrobić już nic innego, tylko zachęcić Was do kupna, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście :)
Kreska pasowała do całej historii, bo jak ona była spokojna, dopracowana i urocza. Przez kilkanaście pierwszych stron się do niej przyzwyczajałam, później jednak byłam z niej zadowolona. Tła są bardzo szczegółowo narysowane, manga nie cierpi więc na "puste" kadry. Nie podobają mi się jednak kolorowe strony w wykonaniu autorki ilustracji, ponieważ według mnie dużo lepiej radzi sobie z czernią i bielą. Zakochałam się za to w sposobie rysowania oczu.
Jeśli chodzi o ważne charaktery w mandze, to mamy takie trzy. Akari Shinohara to uwielbiająca śpiewać i czytać dziewczyna. Pierwszego dnia w nowej szkole zaprzyjaźnia się z Takakim Toną, który śpiewać nie potrafi w ogóle, za to również odnajduje się w książkowym świecie i interesuje astronomią. W późniejszej części mangi poznajemy także Kanae Sumidę, która uparcie próbuje opanować sztukę surfowania, jest wiecznie niezdecydowana i serce bije jej mocniej na widok Tono...
Kiedy próbuję wykrzesać opis postaci, nachodzi mnie, że tak naprawdę czytelnik mało o nich wie, skupia się za to, na uczuciach, które towarzyszą rozstaniu się dwóch kochających się osób ( trochę dużo tego "się").
Osoby, które wcześniej znały historię "5 cm na sekundę" z filmu, na pewno bardzo ucieszyły się z wydania mangi w Polsce; jest to dojrzalszy tytuł z obecnie wydawanych romansów i na pewno zadowoli starszego i bardziej wymagającego czytelnika. W dodatku jego długość aż zachęca do zakupu, bo mimo tego, że manga ma tylko dwa tomy i jest już zakończona, po lekturze pierwszego tomu nie widać tam żadnych niedopowiedzeń.
Podsumowując, mangę "5 cm na sekundę" polecam każdemu dojrzalszemu czytelnikowi, który ma ochotę zaznajomić się z tego typu pozycją, ponieważ aby dobrze przyjąć ten tytuł, trzeba przede wszystkim mieć ochotę go przeczytać. Czytany na siłę może nas tylko zniechęcić, a naprawdę szkoda, aby ta melancholijna i niebanalna historia ze zmuszania się do lektury nam się nie spodobała.
No więc nie mogę zrobić już nic innego, tylko zachęcić Was do kupna, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście :)
~ Sayreen






